niedziela, 7 sierpnia 2011

Historia fotografii - pierwsze zdjęcie - odc. 1

Pierwsza fotografia została stworzona przez Joseph`a Nicéphore Niépce w 1826 roku. Do tego celu wykorzystał tzw. "camera obscura" z łac. ciemna komnata czyli prosty przyrząd optyczny pozwalający uzyskać rzeczywisty obraz. Była pierwowzorem aparatu fotograficznego.

Niepce powstały obraz nazywał "rysunkiem słońca".
"Camera obscura" czyli kamera otworkowa  - składała się z poczernionego wewnątrz pudełka aby zredukować światło. Na jednej ze ścian znajdował się niewielki otwór o śr. 0.3-1 mm, który spełniał rolę obiektywu. Na drugiej ścianie matowa szyba lub kalka techniczna. Promienie światła wpadające przez otwór do pudełka, rysowały, pomniejszony i odwrócony obraz, na szybce. Jeżeli w miejsce szybki wstawimy kliszę, to otrzymamy zdjęcie. Jak widać do fotografowania wystarczy pudełko po butach. Camera obscura do tej pory wykorzystywana jest przez artystów-foto-grafików.
A oto pierwsze trwałe zdjęcie, które przetrwało do dzisiaj.

niedziela, 24 lipca 2011

Photo of the day

Każdego dnia mijamy chwile, których nie zauważamy. Kompozycja pozornie przyziemna, a fotografka odnalazła w niej niezwykle wymowny temat. 97-letnia kobieta, czekająca na autobus, pełna powagi i dostojeństwa. 

Autorką fotografii jest Debra Jansen.

 

piątek, 24 czerwca 2011

Projekt Nautilus - restauracja

Projekt Nautilus jest kreatywną restauracją według wyobrażenia Spirits Design z Singapuru. Wejście jest niekonwencjonalne i ogromne, a po przekroczeniu progu restauracji z jednej strony mamy - bar ostryg, a z drugiej desery oraz owoce morze zaserwowane na kostkach lodu. To co najbardziej podoba mi się w tym projekcie, to półprywatne jadalnie dla większego grona ale również dla par na romantyczną kolację. Surowy wystrój, żadnej pstrokacizny, naturalne kolory skorelowane z naturą - takie wnętrze pozwala odpocząć.



Papierowa sofa - Flexible Love

Krzesło, sofa, fotel z papieru i drewna? Tak, a na dowód załączam filmik. A tak na marginesie, ciekawa jestem czy to jest wygodne ;) Zapraszam też na http://www.flexiblelove.com/

czwartek, 23 czerwca 2011

Budynek contra postęp technologiczny.

W notce, chciałabym poruszyć temat: budynek contra postęp technologiczny.
Na początku chcę przywołać słowa Witruwiusza, który powiedział, że projektując budynek należy mieć na uwadze przede wszystkim finitas, utilitas, venustas czyli trwałość, użyteczność i piękno. Ta maksyma wciąż jest aktualna i niepodważalna.
Amerykański ojciec architektury – Robert Venturi postanowił dopełnić witruwiańską listę o mechanical equipment czyli urządzenia mechaniczne. Nasze bytowanie w dzisiejszych budynkach wymaga instalowania wielu przedmiotów (np. klimatyzatorów, anten satelitarnych, suszarek na bieliznę). Jeśli zarządca obiektu nie zadba o to, a jeszcze wcześniej, jeżeli architekt nie przewidzi możliwych innowacji technicznych, to konsekwencje mogą być tragiczne, okropne i nieestetyczne. Ale czy konstruktor jest w stanie to przewidzieć? Rozmaite technologie rozwijają się w bardzo szybkim tempie, a więc jedna dziedzina wyprzedza drugą. Myśl technologiczna, niejednokrotnie bywa szybsza, od samej realizacji projektu architektonicznego. I tutaj moje ironiczne pytanie – czy architekt powinien projektować z wróżką?
Czy w tym przypadku utilitas stoi w sprzeczności z venustas? Posłużę się pojęciami, wyżej przywołanego Venturiego, który odpowiednio sprowadza witruwiańską maksymę: do struktury, programu i ekspresji. Struktura – zapewnia jej trwałość, program – sposób funkcjonowania, ekspresja – inna dodatkowa cecha, element. Kolejne techniczne urządzenia, mają zapewnić użyteczność budynku i zgodnie z myślą Venturiego , spełniają ten cel razem z obowiązkami nałożonymi przez program.
Jestem za, a nawet przeciw. Według mnie, nie do wszystkiego powyższą tezę można zastosować, patrząc na poniższe zdjęcia. Wzorcowe makabryły.
Zdjęcia via google


poniedziałek, 20 czerwca 2011

Słownik projektantów - polskich - design


http://www.slownikprojektantow.pl/

Polecam bardzo przydatną stronę, która wg alfabetu systematyzuje polskich projektantów designu. Każdy biogram projektatna, opatrzony jest poza podstawowymi informacjami takimi jak data urodzenia, wykształcenie czy też dziedziny, w których się specjalizował, zawiera również bardzo istotne wiadomości na temat projektów wraz z datami powstania.
Znajdziemy tutaj m.in.  Przybyszewską Zofię 
foto ze strony SPP
 

piątek, 17 czerwca 2011

Mistrz Benedykt - królewski architekt Zygmunta I- recenzja





Tomasz Ratajczak: Mistrz Benedykt - królewski architekt Zygmunta I. Kraków, 2011: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS; stron 498, oprawa twarda, format B5

        Autor w tej książce poddaje się rozważaniom na temat jednego z głównych architektów Zygmunta I, mistrza Benedykta. Książka przeznaczona jest dla czytelników zainteresowanych historią sztuki, dziejami architektury i jej detalami, na pograniczu gotyku i renesansu za czasów Jagiellonów. 
       Niniejsza publikacja wpisuje się w długą tradycję historycznych monografii poświęconych architektom. W pierwszych słowa autor pisze, że „praca stanowi próbę wpisania się w tę tradycję, a przyjęcie jako obiektu badań postaci mistrza Benedykta podejmującego szereg zleceń na dworze Zygmunta I wynika z zainteresowania klasą jego architektonicznych realizacji” (...)(s.7) 
      Działalność tego architekta już wcześniej była poddawana pracom badawczym przez innych uczonych. Nie jest to zatem pierwsza taka monografia ale duży postęp w badaniach tamtego okresu, skłonił Tomasz Ratajczaka do ponownego zgłębienia tematu. Do przedsięwzięcia tego tematu skłoniła go niedawna restauracja zamku wawelskiego, przynosząca wiele informacji na temat tej architektury, która w znacznej części powstała pod przewodnictwem mistrza Benedykta. 
      Oprócz mistrza, w tej pozycji, znajdziemy wiele informacji na temat dwu innych bardzo ważnych architektów Zygmunta I, tj. Franciszka Florentczyka oraz Bartłomieja Berrecci. 
      Z pierwszego rozdziału zatytułowanego Mistrz Benedykt na tle stanu badań historii sztuki i w świetle źródeł archiwalnych, można dowiedzieć się o budowlach przypisanych mistrzowi. Autor w tym rozdziale podpierając się, oprócz własnych wniosków, na tezach autorów innych publikacji wysnuwa wniosek taki, że działalność Benedykta należy łączyć z częścią rezydencji wawelskiej, pałacem w Piotrkowie, zamkiem w Sandomierzu oraz Domem Płóciennika we Wrocławiu. Lista obiektów jemu przypisana i powstałych pod królewskim patronatem liczy obecnie kilkanaście budowli. Jednakże autentyczność praw autorskich, przypisywana Benedyktowi, poddawana jest ciągłej analizie. Autor książki z pewną dozą krytycyzmu podchodzi do badaczy naukowych i ich wyników, którzy tylko na podstawie pewnych detali architektonicznych, głównie portali i obramień okiennych, przypisywali autorstwo jakiejś budowli, Benedyktowi. Rozdział obejmuje też inny ważny elementem jego monografii czyli pochodzenie, które miało istotny wpływ na źródło form w jego architekturze.
       W drugim rozdziale można poznać gruntowną charakterystyką architektoniczną sejmowej rezydencji Zygmunta I w Piotrkowie oraz ogólne zagadnienia na temat pałaców wieżowych. Turris w Piotrkowie (…) „projektanta stała się trampoliną, do znakomitej kariery dworskiego architekta, którego rosnący prestiż potwierdza list wrocławskich rajców z 1518 roku, proponujących Benedyktowi intratne stanowisko miejskiego budowniczego. Oferta ta nie została przyjęta i już w roku następnym Benedykt wymieniany jest w źródłach jako murator Castri Cracoviensis” (s.80)
         Kolejny rozdział pozwala zapoznać się z przebudową zamku królewskiego na Wawelu, która była wspólnym dziełem włoskich architektów, wspomnianych we wstępie, oraz mistrza Benedykta. Głębokiej analizie poddana została zarówno sama budowa Wawelu jak również detale, które co do meritum tematu, są bardzo istotne. Istotnym zagadnieniem tej części jest proweniencja kamieniarki węgierskiej i polskiej, która porównana została na przykładzie budowli wawelskiej oraz kilku rezydencji Królestwa Węgierskiego, biorąc pod uwagę w głównej mierze fragmenty portali, obramień okiennych, sklepień i profili w formie krzyżujących się lasek opartych na żłobkowanych cokolikach. Autor podaje również inne (hipotetyczne) proweniencje szkół kamieniarskich, np. południowoniemiecka, włoska i górnowęgierska (ob. Słowacja). Wszystko to, ma na celu, aby dotrzeć do genezy pochodzenia mistrza oraz szkoły, z której wywodził swoje pomysły. 
         Oprócz wyżej omawianych kwestii, autor pochyla się nad współpracą i statusem zawodowym różnych architektów mających swój wkład w rozwój rezydencji na Wawelu, poświęca jednakże najwięcej uwagi trojgu z nich: Franciszkowi Florentczykowi, Bartłomiejowi Berrecciemu i Benedyktowi. „Moment rezygnacji i jednocześnie aktywnego współdziałania był niezbędny w celu stworzenia takiej płaszczyzny koncepcyjnej, na której możliwości partnerów mogły być realizowane, zaspakajając jednocześnie wymagania inwestora. Powstałe w ten sposób dzieło jawi się jako skutek zderzenia i interakcji kilku odmiennych jednostek twórczych, skłonionych do kompromisu i dopasowania. W tym wypadku koniecznym warunkiem wykonania jednolitego dzieła było uznanie przez wszystkich twórców priorytetu racji pragmatycznych, a nie indywidualnej ekspresji” (s. 247)
           W czwartym rozdziale omawia udział mistrza Benedykta w przebudowie zamku sandomierskiego i niepołomickiego. Stan zachowania obu obiektów, niestety nie pozwala autorowi książki, na szczegółowe określenie prac nad tą architekturą. Dlatego stopień zaangażowania pracy Benedykta w powyższych budowlach opiera się głównie na objaśnieniu „nielicznych reliktów gotycko-renesansowej kamieniarki, zachowanych w obu budowlach. (s. 255)
        Z kolejnego, dowiemy się o hipotetycznych dziełach architektury przypisywanych mistrzowi Benedyktowi. A miałby być autorem między innymi zamku królewskiego w Radomiu oraz rezydencji możnowładczych w Wiśniczu, Mokrsku Górnym i Dąbrowicy. (s. 276)
        Ostatnia część publikacji traktuje o oddziaływaniu architektury mistrza. I tutaj autor, chyba ze smutkiem, musiał przyznać, że ważność artysty definiowana jest według skali oddziaływania jego twórczości i inspirowania się nim innych, a tego Benedyktowi niestety nie można przyznać.
           W publikacji zawarte są solidne argumenty, „za” i „przeciw”, postawione jakimś tezom lub hipotezom, które poparte są bardzo bogatą bibliografią, dokumentacją fotograficzną i archiwalną (np. liczne rachunki za wykonane prace) oraz własną pracą badawczą autora. 
           Książka ta nie jest biografią Benedykta, bo na niewielu źródłach byłaby oparta, co w rezultacie byłoby tylko jedną wielką hipotezą, sprzeczną przecież z założeniami historiograficznymi. Publikacja, bardzo obiektywnie i rzetelnie przypisuje, mistrzowi Benedyktowi, miejsce w szeregu wśród innych architektów. Czytając, ma się jednak wrażenie, że autor książki, jest lekko stronniczy (biorąc pod uwagę mnogość hipotez) i faworyzuje go na tle innych znaczących architektów króla Zygmunta I. Udowadnia to w ostatnim zdaniu, pisząc: (...)”Benedykta należy uznać za jednego z najważniejszych przedstawicieli sztuki tego (dot. przełomu średniowiecza i nowożytności) nurtu w skali całego regionu.” (s. 332) Wcześniej jednak, paradoksalnie, przyznając ubóstwo danych źródłowych na jego temat. 
          Niemniej książkę czyta się bardzo szybko, lekko i płynnie, co jest bardzo ważne podejmując taki temat, który znany jest tylko wąskiemu gremium. Pewnikiem jest, że po lekturze, niejeden czytelnik, uważnie patrząc na gotycko-renesansową architekturę, będzie doszukiwał się pręta oplecionego wstęgą lub tak charakterystyczne, krzyżujące się laskowania wygięte w ośli łuk. Minusem recenzowanej książki może być mnogość faktów, które po pewnym czasie, powodują wrażenie powtarzalności. Momentami książka oddaje ducha dobrego thrillera, a mam na myśli tutaj budowanie napięcia w kwestii kluczowej, to znaczy czy „Benedykt wielkim architektem był”. W pewnym momencie, mamy już wszystkie kluczowe dowody na stole, przemawiające „za”, już „witamy się z gąską” ale niestety, autor szybko przywołuje nas do rzeczywistości. Bardzo podobała mi się taka żonglerka argumentami, bo tak jak pisałam wcześniej, książka nie była nudna, wręcz przeciwnie. 



Szczególne podziękowania ślę do Wydawnictwa Universitas, za egzemplarz recenzyjny, a Autorowi dziękuję za możliwość poznania tak ciekawych budowniczych.